Kontakt
Przedszkole nr 10 w Malborku
Strona głowna  /  BAJKI O MALBORKU
BAJKI O MALBORKU

BAJKI LAUREATÓW  WYBRANE PRZEZ DZIECI cz.1

Psikusy księżniczki Zosi

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami było piękne miasto Malbork, gdzie nad rzeką Nogat piętrzył się ogromny zamek. Na tronie tego miast zasiadali król Kazimierz i królowa Jadwiga. Byli oni dobrymi władcami, kochanymi przez swych poddanych. Niestety, nie można było powiedzieć tego samego o ich córce Zosi. Zosia była niesforną, niegrzeczną księżniczką o bujnej czuprynie i wyobraźni. Jej ulubionym zajęciem było płatanie niemiłych figli mieszkańcom Malborka. Stałym psikusem dziewczynki było smarowanie podłogi masłem, by służba wywracała się, łamała sobie ręce i nogi. Często warczała na śpiące koty i śmiała się z tego, jak w popłochu uciekają, myśląc, że goni je pies. Ale najlepszym żartem było podnoszenie zwodzonego mostu w chwili, gdy na dziedziniec miała wjeżdżać królewska bryczka. No i jeszcze jedno –  gdyby Zosia nie bała się myszy, z pewnością podrzucałaby je królewskim gościom do łóżek.

Pewnego dnia księżniczka leżała na swojej królewskiej, sypialnianej sofie i wpadł jej do głowy świetny pomysł, przy którym wszystkie inne żarty wydawały się nudne.
Zosia zamknęła drzwi sypialni i zaczęła głośno krzyczeć i płakać:
 –  Ratunku, pomocy! Zatrzasnęłam się w sypialni! Uwolnijcie mnie!

Gdy praczka piorąca nad rzeką ubrania usłyszała krzyk, natychmiast pobiegła ratować dziewczynkę. Dziesięć minut próbowała otworzyć drzwi, aż w końcu Zosia ze złośliwym uśmiechem na buzi wpuściła kobietę i powiedziała:
 –  Oj, zapomniałam przekręcić klucz.

Praczka nie zdążyła już na to nic odpowiedzieć, bo przez okno zobaczyła, że ubrania królewskiej pary odpływają  rzeką.        
          W niedzielę, gdy gruba kucharka Helga przygotowywała uroczystą kolację, Zosia powtórzyła ten sam numer:

 –  Ratunku, pomocy! Zatrzasnęłam się w sypialni! Uwolnijcie mnie!

I znowu się udało, kucharka ile sił w nogach wbiegła po schodach i stając w drzwiach,  zobaczyła zadowoloną z siebie księżniczkę, ze słowami:

 –  No, przydało ci się trochę sportu!

Ta również, nie zdążyła nic powiedzieć, bo z kuchni zaczął wydobywać się czarny dym.

 –  Moja pieczeń!  –  zawołała tylko i odbiegła.

W sobotni wieczór, gdy rodzice księżniczki nareszcie mieli okazję odpocząć przy królewskim kominku, z pokoju Zosi dobiegł przeraźliwy krzyk:
 –  Mamo! Tato! Ratunku, pomocy! Zatrzasnęłam się w sypialni, a tu jest wielka mysz!
Król i królowa doskonale wiedzieli, że Zosia bardzo boi się myszy! Pobiegli do pokoju Zosi, ale nie dali rady otworzyć drzwi, więc wezwali na pomoc silnych malborskich rycerzy. Przybyli tak szybko, jak tylko było to możliwe i z ogromnym hukiem wyważyli sypialniane drzwi księżniczki. Bardzo się zdziwili, gdy zobaczyli Zosię, która siedziała na podłodze i bawiła się lalkami.

 –  Po co tyle hałasu? –  spytała złośliwie.

Król zrobił się czerwony jak burak. Przeprosił rycerzy i ostrzegł Zosię, że przyjdzie dzień, w którym naprawdę będzie potrzebowała pomocy, a wtedy już nikt jej nie uwierzy.
        Dziewczynka niczym się nie przejęła,  położyła się wygodnie na łóżku i planowała kolejny psikus. Nagle zauważyła pod szafą, coś, co zaparło jej dech w piersiach. Na podłodze siedziała największa i najstraszniejsza mysz, jaką kiedykolwiek widziała. Zosia wcisnęła się pod kołdrę i zaczęła wzywać pomoc, najgłośniej jak tylko potrafiła.

 –  Ratunku, pomocy! Mysz! AAAA! W moim pokoju jest mysz! Pomocy! Proszę, proszę!
Za drzwiami stali rodzice Zosi oraz cała służba wraz z rycerzami. Mama Zosi, rozzłoszczona, powiedziała do córki:

 –  Przykro mi, córeczko! Za wiele już tego! Nikt z nas nie da się nabrać na twoje żarty! Sama możesz wyjść z pokoju. Dobranoc.

Zosia przeżyła najokropniejszą noc w swoim życiu, nie zmrużyła oka.  Wczesnym rankiem, król  uwolnił  księżniczkę z pułapki, a mysz uciekła z zamku.  Dziewczynka  była blada  i  przemęczona. Cały dzień spała jak  suseł, a  gdy  się obudziła,  była  już grzeczną  Zosią o dobrych manierach.

Kinga Kapusta

 

 

___________________________________________________________________________


O królu, który lubił maślankę

Dawno , dawno temu żył sobie król krzyżacki, który bardzo lubił maślankę.  Pewnego dnia na dziedziniec swojego zamku zostały wezwane wszystkie panny,  które należały do jego królestwa. Gdy  weszły na dziedziniec, jedna z nich powiedziała:

  –  Po co nas wezwałeś, królu?

 – Tak, po co? – zapytała druga.

 – A po to, że mam dla was konkurs – mówił król.  –  Ta, która zrobi najlepszą i najsmaczniejszą maślankę, zostanie moją żoną. Straże, proszę zaprowadzicie panny do wieży. 

Straże, słuchając rozkazu króla, wykonali bardzo dobrze swoje zadanie. Król poszedł za strażnikami aż do wieży. Kiedy dotarli na miejsce, każda panna dostała swoje stanowisko pracy i dzielnie przygotowywała swoją maślankę.

 Wszystkie panny zaczęły swoją prace, a król krzyżaków sam doglądał, jak sprawnie im to idzie. Strażnicy też oglądali, żeby króla nie otruto. Kilka pań próbowało tak zrobić i zostały zdyskwalifikowane z konkursu. Po skończonej pracy każda panna przyniosła kubek maślanki.

Król próbował wszystkich maślanek, ale  najbardziej smakowała mu tylko jedna. Potem odbył się wielki bal i wszyscy pili pyszną i zdrową maślankę. A na cześć nowej królowej wieża, w której sporządzono maślankę, została nazwana Wieżą Maślankową.

Od tego czasu królestwo jest znane w całej okolicy jako pijący maślankowscy.

Któregoś dnia przyszedł posłaniec.

 – Królu, mam złe wieści … atakują nas!

 – Kto? Kiedy? Gdzie?

– Kto, nie wiem, kiedy? Za około pięć minut. Gdzie? Na wschód.

– Aha … CZYLI IDĄ DO WIEŻY MAŚLANKOWEJ! Wyślij tam trzy grupy strażników! A ty powiedz mieszkańcom,  że jesteśmy zaatakowani!

Pięć minut później, jak powiedział posłaniec, wróg był na polu bitwy. Była to Polonia.  

Niestety… nawet trzykrotna ochrona nie dała rady. Król z królową i mieszkańcy musieli się ewakuować. Ewakuacja się udała i świętowali, że przeżyli . Następnego dnia chcieli odbić wieże i powiedzieli, że chcą sojuszu!

– Chcemy sojuszu!  chcemy sojuszu!

– Chcemy sojuszu! chcemy sojuszu!

– Dobrze, już dobrze. Będziecie mieli sojusz, tylko króla z królową mi dajcie na rozmowę.

Po rozmowie król z królową zamieszkali w Wieży Maślankowej i żyli długo i szczęśliwie.

 

                  Piotr  Kozierski

 

________________________________________________________________________________________________

Legenda o Kałdku

   Jak co tydzień, w niedzielę w moim domu zebrała się cała rodzina. To jest nasza rodzinna tradycja, że spotykamy się wszyscy, nieważne, czy jesteśmy daleko, czy mamy inne zajęcia. Na ten dzień rzucamy wszystko i spotykamy się. Zaraz po pysznym obiedzie, przyrządzonym przez babcię  i mamę, zasiadamy wszyscy w salonie. Dziadek siedzi na swym ulubionym fotelu, przy kominku. Reszta rodziny również rozsiada się wygodnie, gdyż dziadek jak zawsze zaczyna opowiadać bajki, legendy i stare historie rodzinne. Tym razem senior rodu zapowiedział, że opowie nam o tym, jak powstały niektóre dzielnice Malborka oraz jak mieszkańcy Malborka dostali się na drugi brzeg rzeki Nogat.

 –  Wiecie skąd wzięła się nazwa Kałdowo? –  spytał dziadek –  ale nie uzyskał odpowiedzi. Zatem zaczął swą bajkową opowieść, a my zasłuchani w jego cudowny głos, oczami wyobraźni przenieśliśmy się do starego grodu.

 Dawno, dawno temu, kiedy to jeszcze ludzie wierzyli w skrzaty, magiczne istoty i magię, malborżanie bardzo chcieli dowiedzieć się co jest na drugim brzegu rzeki. Przez wiele lat starali dostać się na drugą stronę rzeki, lecz każda próba kończyła się porażką. Łódki i małe statki w magiczny sposób zatapiały się na środku Nogatu. Ogromne wiry nie przepuściły nikogo i nic. Jednak mieszkańcy starego grodu byli bardzo ciekawi, a jednocześnie  pokorni, uczciwi i pomocni. Starszyzna postanowiła zwrócić się o pomoc do wodnego skrzata. Zamieszkiwał on w przybrzeżnych zaroślach, ale od jakiegoś czasu nie widziano go tak często jak dawniej. Po długich poszukiwaniach odnaleźli go, jednak on był smutny. Mówił, że ludzie zapominają już o dobrych skrzatach których jest coraz mniej.

Nazywał się on Kałdek, był nieduży, miał błonki między palcami ,które ułatwiały mu pływanie. Lubił ludzi i po wysłuchaniu ich prośby o pomoc w zrobieniu mostu, zgodził się im pomóc. Postawił jednak warunek –  żeby pamięć o nim była zachowana.

Malborżanie zgodzili się na ten warunek. I tak nieduży skrzat zatrzymał niebezpieczne wiry na rzece, aby ludzie mogli swobodnie stawiać most łączący oba brzegi rzeki Nogat. Pomagał jak umiał, wszędzie było go pełno. Doradzał, żartował i nareszcie był wesoły. Po prostu czuł się potrzebny. W niedługim czasie postawiono most. Ludzie byli szczęśliwi i wdzięczni Kałdkowi. I tak jak obiecali znaleźli sposób, aby pamięć o ostatnim skrzacie nie zaginęła. Otóż ziemię po drugiej stronie rzeki Nogat nazwali Kałdowem. Kałdek był bardzo zadowolony, zaufał ludziom i ci nie zawiedli go.

Nazwa Kałdowo jest do dziś, przetrwała całe wieki. Tylko nie wszyscy wiedzą, skąd ta nazwa.

 –  Ale wy już wiecie! –  zakończył swą piękną bajkę dziadek.

Jest wiele nazw, które powtarzamy, a nie wiemy od czego pochodzą. Może warto poszperać trochę w historii i odnaleźć je.  

 

Mateusz Gołębiewski

 

______________________________________________________________________________

 

O Krakenie, który stworzył rzekę Nogat

Dawno, dawno temu żył sobie Kraken. Był bardzo wielki, ale nikt o nim nie wiedział. Obok jego domu na wzgórzu Malborka był królewski zamek, w którym żyli król
i królowa. Nie wiedzieli o Krakenie i go nie znali, ale on ich tak. Kraken miał moc zmniejszania i powiększania się. Mógł też stawać się niewidzialnym. Tak wchodził do królestwa i nikt go nie widział. Stając się niewidzialnym, mógł robić, co mu się tylko podobało. Chociaż był Krakenem i miał wielką moc, nie krzywdził innych. Był miły i uczciwy. Kraken był mądry, na przykład wiedział, jak powstał Malbork. Teraz wam trochę opowiem…

W 1480 roku miasto otoczone było murami. Prawdopodobnie do Malborka przeniesiono komtura krzyżackiego na Zamek Wysoki. Do jego zadań należało dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców, ściąganie podatków i sprawowanie władzy sądowniczej. Kraken teraz wam opowie o herbie Malborka, który powstał w końcu XIII wieku. Przedstawia on fragment ceglanego muru z blankami i zamkniętą bramą. Ponad murem wznoszą się trzy wieże ze spiczastymi dachami. Na środkowej wieży, szerszej nieco i wyższej od pozostałych znajduje się tarcza z krzyżem, świadectwo przynależności do państwa krzyżackiego.

Pewnego dnia w zamku krzyżackim rozpętał się harmider.

– Już wam mówię o co chodzi – powiedział jeden ze strażników do królowej. – Niedaleko na wzgórzu mieszka Kraken!

–Co? – Odpowiedzieli król i królowa.

– Jak on wygląda? – zapytała królowa.

– Jest zielony w białe kropki i ma czarne rogi.

Ta wiadomość w dwa dni rozeszła się po całym mieście. Nawet doszła do Krakena. Gdy się o tym dowiedział, postanowił się nie martwić.  Ciągle jacyś nie znajomi pojawiali się obok jego domu. Pewnego dnia przyszli rycerze i chcieli go zabić. Wtedy Kraken stawał się niewidzialny.

Była późna noc Kraken i położył się spać. Królowa nie mogła zasnąć przez tą wiadomość o Krakenie. Rozkazała swoim najlepszym rycerzom go zabić. Jak powiedziała, tak się stało. Nie martwcie się… Kraken żyje. W nocy rycerze zaatakowali, ale nie zabili Krakena, jednak powiedzieli królowej, że im się to udało. Kraken postanowił się zemścić. Jak powiedział, tak zrobił.

W nocy, gdy wszyscy już spali, Kraken użył swojej mocy powiększania
i powiększył się jak tylko mógł. Powiększył też szklankę wody. Na początku miał plan lekko oblać, a nawet tylko zwilżyć zamek. Jednak tak się nie stało. Gdy Kraken szedł do zamku, potknął się i zgniótł zamek, robiąc wielką dziurę, a potem powiedział:

 – Ta dziura jest za pusta!.

Potem zalał dziurę wodą. Powiedział:

– Od teraz to będzie dziura, którą będziemy nazywać – hmm: może rzeka? Tak, to będzie rzeka, która będzie miała nazwę NOGAT. Dlaczego nazwa rzeki NOGAT? Ponieważ została zrobiona przez moją nogę. 

Po tym zdarzeniu Kraken postanowił wrócić do Malborka. Kraken miał jeszcze jedną moc. Mógł się raz w swoim życiu nieodwracalnie stać człowiekiem. Wybrał ten moment i od tego momentu nie nazywał się Krakenem tylko Kreg. Bardzo podobnie, ale jednak inaczej. Gdy już zamieszkał w Malborku powiedział: brakuje mi tu nad rzeka Nogat zamku. Zebrał grupkę ludzi i odtworzyli zamek. Kreg został królem i nazwano go Kazimierz Jagiellończyk.

Odtąd król rządził Malborkiem. On i jego poddani żyli długo i szczęśliwie.

                                                                                                                                                               Aleksandra Reszka  

 

_____________________________________________________________________

 

Przygoda Niebieskiej skarpetki w mieście nad Nogatem

 

           To będzie opowieść o małej kotce, która lubiła zwiedzać historyczne miasta. Kotka była biała i miała niebieską łapkę. Gdy była mała, zajadała się jagodami i łapka zabarwiła się jej na kolor niebieski – z tego powodu nazwana została Niebieską Skarpetką. Kotka lubiła wspinać się po murach i bardzo chciała zobaczyć największy na świecie zamek.

 

     Pewnego dnia państwo Podróżniccy – właściciele Niebieskiej Skarpetki – oznajmili swoim dzieciom, że pojadą do Malborka, miasta, w którym znajduje się największy zamek z cegły. Kotka oczywiście słyszała całą rozmowę i bardzo się ucieszyła. Przez pół dnia uganiała się z radości za swoim ogonkiem. Następnego dnia cała rodzina spakowała się i kicia grzecznie wskoczyła do klatki, którą dzieci wyłożyły miękkim kocykiem. Bagaże zostały zapakowane do samochodu, wszyscy zapięli pasy i wyruszyli na północ Polski. Gdy wjeżdżali do miasta, przez okna samochodu zobaczyli wielką budowlę z czerwonej cegły. Wysiedli i ruszyli w kierunku kas, a kocim oczom ukazała się błyszcząca w słońcu figura pięknej Pani z dzieciątkiem na rękach. Pan Podróżnicki stanął w długiej kolejce po bilety. Nagle Niebieska skarpetka poczuła zapach lodów jagodowych. Klatka była otwarta, więc kotka wyskoczyła z niej i pobiegła za zapachem.

 

           Trafiła na plac, gdzie biegało pełno dzieci i stała figura króla na koniu. Stanęła i rozejrzała się, skąd mógł pochodzić zapach lodów, aż tu nagle coś wystrzeliło ją powietrze z wielką siłą. Okazało się, że znalazła się na samym środku fontanny miejskiej i w górę uniósł ją potężny strumień wody. Niebieska Skarpetka przez chwilę była przerażona tym, że znalazła się bardzo wysoko, ale strach ustąpił, gdy zobaczyła piękną panoramę miasta z lotu ptaka. Zachwycała się ciemną rzeką, która przypominała jej wielkiego leniwego węża. Pola wokół miasta wyglądały jak zielono – żółta szachownica. Zabawni wydali się jej ludzie, którzy z tej wysokości wyglądali jak mrówki. Te mrówki jednak nagle zaczęły się robić coraz większe i większe. Kotka spadała! Po chwili poczuła, że leży na czymś twardym. Ale nie była to ziemia, tylko skrzydło przelatującego samolotu odrzutowego! Silniki warczały tak głośno, że kicia musiała zatykać uszy. Zastukała w kabinę i pan pilot wpuścił ją do środka.

– Czy mógłbyś mnie zabrać tam, gdzie piękna Pani z dzieciątkiem? – zamiauczała prosząco kicia. Pilot wysadził ją na głównej wieży zamkowej. Stamtąd kicia sprawnie zeskoczyła z murów i pomachała swojemu wybawcy ogonem na pożegnanie.

Niebieska Skarpetka dotarła do swojej rodziny i dyskretnie wskoczyła do klatki. W tej chwili usłyszała głos swojej Pani, jak zwraca się do dzieci:  

–  O, widzicie, jaka ona jest grzeczna. Tyle wytrzymała w klatce i nie marudzi. A kotka uśmiechnęła się do siebie i była dumna, że zwiedziła Malbork. Teraz czas na jej przygody w zamku, ale to już, drogie dzieci, zupełnie inna opowieść.

 

                                                                                                                                                                                 Hania Keńska z rodzicami

 

_______________________________________________________________________________________

 

                                    O złym magu, który zabrał Nogat

  Dawno temu w średniowieczu było królestwo Malbork i tak jak w każdym królestwie  rządzili tam król i królowa. Mieszkali w pięknym zamku. Był też jednak zły mag, który pragnął zawładnąć królestwem, ale rządzić chciał źle, więc król i królowa nie mogli do tego dopuścić. Zwołali straż, aby chroniła mieszkańców i ich samych.

 – Musimy zapobiec przejęcia przez maga królestwa! – powiedziała królowa do straży.

 Jednak mag szykował plan przejęcia królestwa. Postanowił wykraść ze skarbca wszystko, co cenne, więc to zrobił w nocy. Przyleciał pod wieżę skarbca, ale strażnicy pilnowali wejścia.

 – No nie, myślałem, że śpią  –  szepnął mag do samego siebie, ale przypomniało mu się zaklęcie, którego uczył się od małego w Akadami dla magów.

 – Abrakadabra czary mary, przenieś mnie w mig do skarbca!  –  Wymówił zaklęcie i przeniósł się do środka, i w mig zabrał do worka cały skarb, i poleciał do domu. Gdy tylko królestwo się obudziło, strażnicy poszli zobaczyć skarbiec. Kiedy weszli, to oniemieli z zaskoczenia. Nie było skarbu, pobiegli od razu do króla i zdali raport. W tym czasie zły mag cieszył się z łupu, jaki zabrał królowi i królowej:

 –   Jest,  mam łup króla, teraz mogę zrobić złe rzeczy!  –  krzyczał uradowany mag.

W zamku zwołano zebranie kryzysowe.

 –  Musimy go złapać!  –  krzyknął król.

Jednak mag pojechał daleko, do miasta do Malborka ,wszedł do sklepu i zobaczył książkę z machinami. Kupił i pojechał do domu.

W tym czasie w zamku panował chaos. Wszyscy się szykowali do odbicia skarbu magowi. Całe wojsko się przygotowywało, ubierali się w lśniące zbroje, brali konie i miecze, szykowali się do napadu na domek maga, który się niczego nie spodziewał:

 –  Użyjemy elementu zaskoczenia i wedrzemy się niezauważenie dachem domu  –  powiedział szeptem król.

 Mag był w domku i nie wiedział, że zaraz wejdzie do jego domku wojsko króla i królowej:

 – Na trzy: raz, dwa, trzy – powiedział król.

  I nagle do domu maga weszło wojsko, załapali maga i skarb, który ukradł.

Na placu zamkowym po przyjeździe wojska było słychać wiwatujących żołnierzy. Wsadzono złodzieja do lochu. Kiedy wszyscy się uspokoili, to poszli z magiem przed sąd, w którym był król i królowa, i skazano maga na pięćdziesiąt lat w lochach. Mijały dni, miesiące, lata, a mag starzał się, siwiały mu włosy i urosła broda, która sięgała mu aż do stóp.

Przyszły święta Bożego Narodzenia. Na dziedzińcu wyprawiono ucztę wigilijną. Wszyscy mieszkańcy dostali prezenty, ale  mag i inni więźniowie nic nie dostali. Mag siedział już dwa lata i odliczał czas do wyjścia na wolność i na zemstę.

 – Hm ... muszę wymyślić zemstę na nich. I jak by tu zdobyć zamek?  –  powiedział mag sam do siebie.

 – Cisza – powiedział jeden ze strażników. Mag myślał i myślał, i dumał jak stąd uciec, i jak się zemścić nad  królestwem. Minęło już dwadzieścia pięć lat. Magowi zostało jeszcze tyle samo, ile już siedzi. Przyszła pora śniadania, więźniowie dostali zupę z ogórków, chleb i wodę do popicia na obiad, mieli ziemniaki i wodę, a na kolację chleb z pasztetem i herbatą do picia. Mag szykował się do ucieczki.

 – Muszę sobie przygotować noże, żeby przeciąć kraty  –  powiedział Mag, jak powiedział tak zrobił. Ukradł ze stołówki wszystkie noże i zaczął przecinać kraty. Przecinał i przecinał, minęło pół godziny i mag nie przeciął ani jednej kraty, minęło znowu pół godziny i nic. W końcu przeciął jedną kratę, a minęło dokładnie trzy godziny. Minęło pięć dni, aż mag przeciął wszystkie kraty. Zmarnował sto piętnaście noży. Nadeszła noc, a wraz z tym mag miał możliwość ucieczki z lochów zamku i udania się  do domu, by przygotować zemstę.

 Mag zaczął uciekać, nikt go nie zauważył, ale zapomniał, że musi się przebić przez mur i wrócił do celi, aby zakryć dziurę w kratach i poszedł spać. Następnego ranka obudził się, zjadł śniadanie i ukradł łyżki z jadalni. Nadeszła noc i mag znowu rozpoczął ucieczkę z zamku: podszedł do muru i zaczął kopać pod murami. Wolność, nareszcie wolność! Teraz mógł iść do domu i uknuć zły plan przejęcia zamku.

 Nastał dzień i pilnujący więźniów wojskowi poszli po więźniów do ich cel, żeby zaprowadzić ich na śniadanie. Jednak gdy podeszli do celi maga, ich oczom ukazał się widok przeciętych krat i brak więźnia. Mag jednak był daleko od zamku, wziął swoje rzeczy i uciekł do oddalonego od domu o pięć kilometrów miasta. To miasto było pod władaniem Malborka.  Do maga podszedł czarnoksiężnik i powiedział:

 –  Witaj, co cię do nas sprowadza, słyszałem o tym, że uciekłeś z zamku króla?

 –  powiedział czarnoksiężnik.

 –  Szukam kryjówki, żeby mnie nie złapali  –  powiedział Mag.

 –  Jasne, znajdzie się miejsce u nas, bo my mamy zakon czarnoksiężników  –  powiedział czarnoksiężnik.

 –  Dziękuję  –  powiedział mag i poszli do domu czarnoksiężnika. Zeszli do piwnicy, a mag tam zamieszkał. Mijały  dni. Straż szukała maga w wszystkich miastach, wsiach a nawet w innych królestwach. Strażnik wskazał na miasto, w którym jest mag i powiedział:

 – Jeszcze tam nas nie było – i pojechali tam go poszukać. Pojechali do miasta i wchodzili do wszystkich domów i gospodarstw, aż znaleźli dom czarnoksiężnika i weszli tam. Czarnoksiężnik jednak zamknął drzwi do piwnicy i gdy tylko straż chciała tam wejść, czarnoksiężnik nie chciał ich wpuścić pod pretekstem, że tam jest spiżarnia jego żony.

 –  Chłopcy, wejdźcie tam i sprawdźcie wszystko  –  powiedział strażnik. Czarnoksiężnik zaczął ich zatrzymywać, żeby nie weszli do piwnicy, ale mag to słyszał i zaczął szukać miejsca na schowanie się. Wojskowi weszli do piwnicy i zaczęli przeszukiwać wszystkie kryjówki. Mag ukrył się w szafie, w której były ubrania czarnoksiężnika ,ale go nie znaleźli i powiedzieli:

 –  Nie znaleźliśmy maga, ale jak byś go widział, to powiedz naszemu oddziałowi w mieście –

i wrócili do zamku, i powiedzieli do króla i królowej:

 – Przykro nam, ale go nie zaleźliśmy, byliśmy wszędzie  –  powiedzieli wojskowi. Minęło pięć miesięcy i mag znalazł plan na zemstę nad zamkiem: był to bardzo zły plan, bowiem chciał zabrać wodę z Nogatu. I któregoś dnia podszedł do zamku z innymi magami, którzy chcieli się zemścić nad zamkiem, zaczaili się i poczekali na noc, żeby nikt ich nie zauważył. Nadeszła noc i magowie zaczęli wypowiadać zaklęcie:

 – Czary mary hokus pokus wodus znikikandus  –  powiedzieli zgodnie razem i woda zniknęła. Przyszedł dzień i wszyscy się obudzili i poszli po wodę, ale się okazało, że jej nie ma. Powiedzieli to wojsku, które od razu znalazło maga i jego kolegów i ich załapali, i skazali ich na całe życie w lochach. Minęło pięć dni, aż udało się odzyskać wodę w Nogacie za pomocą machiny z metalu. A król i królowa nagrodzili wojskowych medalami. A magowi nie udało się przejąć zamku.

Morał z tego, że nie warto uciekać i nie robić niczego robić złego, bo i tak to samo cię spotka.

 

                                                           Adrian Janke

 

_________________________________________________________________________________________

W poszukiwaniu szczęścia

           Dawno, dawno temu za górami, za lasami rozpościerała się cudowna kraina zwana Malbork. W tej krainie nikt nigdy nie był smutny. Wszyscy żyli spokojnie i szczęśliwie. Jednak pewnego letniego dnia wszystko się skomplikowało.

Mieszkający nad rzeką Nogat bajkopisarz Bogumił zastanawiał się, o czym napisać nową bajkę, bowiem od dawna żadnej nie stworzył. Przyłożył więc pióro zamoczone w atramencie do swego pergaminu i już miał zacząć pisać, kiedy coś odwróciło jego uwagę. Deszcz z wielką siłą dudnił w okna, lecz to nie ten dźwięk przerwał mu w pisaniu. Podszedł do okna. Wsłuchiwał się w ponurą ciszę przerywaną rytmicznym dudnieniem. Nic nie usłyszał. Zdążył odejść zaledwie kilka kroków, kiedy przez dźwięk deszczu uderzającego w szybę przebiło się coś zupełnie innego. Tętent kopyt. To właśnie to usłyszał poprzednim razem. Okazało się, że przed jego domem zatrzymał się powóz zaprzężony w cztery białe konie. Wstrzymał oddech. Nie miał pojęcia, kto o tej porze odwiedzałby jego bajecznie spokojne odludzie i szczerze mówiąc, trochę go to przerażało. Z cudownie zdobionego powozu wyłoniła się postać w kapturze. Bogumił nawet nie podejrzewał, kim ona była i jakie były jej zamiary. Usłyszał pukanie do drzwi. Było już zbyt późno, by zgasić światło, zasłonić zasłony i udawać, że nikogo nie ma w domu. Przez chwilę się wahał, czy otworzyć drzwi. Kiedy się nad tym dłużej zastanowił zdał sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia i w końcu je otworzył. Na wprost niego stała owa zakapturzona postać. Teraz Bogumił miał okazję przyjrzeć się jej z bliska. Była niewiele wyższa od niego, odziana w aksamitną, czerwoną pelerynę. Postać łagodnym głosem zapytała:

 – Czy ty jesteś bajkopisarz Bogumił?

 – Ta,k to ja. Jednak nie zamierzam kontynuować tej rozmowy, dopóki nie dowiem się, kim jesteś. – odpowiedział z powagą Bogumił.

 – Och, wybacz mi! Ciągle zapominam o tym by się przedstawić!  – zawołał przybysz –  Jestem rycerz Marianek i przychodzę z wiadomością od czarodzieja Floriana. – Po tych słowach zdjął kaptur, a oczom pisarza ukazała się okrągła, zarumieniona twarz Marianka częściowo zasłonięta jego rycerskim hełmem.

 – Cóż to za wiadomość?  – zapytał Bogumił nie kryjąc ciekawości.

 – Otóż bardzo przykra… Podły brat czarodzieja Floriana,  Seweryn, bardzo lubi czytać bajki, a ponieważ ty, Bogumile, coraz rzadziej je piszesz, ten zły czarnoksiężnik powiedział, że jeśli do jutra nie otrzyma od ciebie Złotej Księgi Bajek, to zniszczy całą tę krainę. Przede wszystkim wszystkie książki z bajkami, które zapewniały jej  mieszkańcom wieczne szczęście, a przecież  dobrze wiesz, że radość to honor i godność tej krainy.

 – Ale jak mam to zrobić? Skąd mam wiedzieć, gdzie jest ta księga? –  spytał przestraszony bajkopisarz.

 – Właśnie po to tu jestem –  żeby ci pomóc. Zanim jednak wyruszymy w drogę, musisz poznać naszą trasę. – Kiedy to powiedział, w całym pomieszczeniu rozbrzmiała muzyka. Bogumił natychmiast zorientował się, że Marianek zamierza mu zaśpiewać o trasie, którą będą musieli przebyć. Nie mylił się, ponieważ chwilę później usłyszał głos Marianka:

Chcesz ratować miasta honor

Ja dam tobie radę złotą

Wsłuchaj się więc w moje słowa

I uważaj o czym mowa

Hen za rzeką, hen za lasem

Wielka przepaść jest

Tylko z lianą albo z dwoma

Możesz przez nią przejść

Poprzez góry i pagórki

Twoja trasa wiedzie

No a potem będzie z górki

Gdy przez bramę przejdziesz

Brama ciebie zaprowadzi

Do gejzerów srebrnych

One tobie podpowiedzą

Kiedy? Jak? Którędy?

 

Kiedy Marianek skończył śpiewać,, Bogumił zarzuciwszy na siebie płaszcz, wyszedł z domu. Następnie jeszcze raz przypomniał sobie słowa piosenki i czym prędzej przeszedł po wąskiej kładce jak po moście na drugą stronę Nogatu. Później przeszedł przez szeroki pas drzew, który w piosence został nazwany lasem. Piosenka nie kłamała –  tuż przy wyjściu z ,,lasu” znajdowała się przepaść, a nad nią belki, z których zwisały liany. Pisarz i jego nowy przyjaciel złapali się ich i mocno się rozbujali, po czym nagle je puścili i przeskoczyli na drugą stronę. U zbocza góry, którą mieli przejść, czekały na nich dwa kasztanowe rumaki i dzięki temu ten etap wędrówki okazał się łatwiejszy do przebycia. Szybko znaleźli się po drugiej stronie góry, a ich oczom ukazała się brama. Podeszli do niej. Na jej czubku wisiał napis: Przejdź, zadaj pytanie, a ja ci odpowiem…”. Bogumił zgodnie z poleceniem przeszedł przez bramę, wypowiadając takie słowa:

 – Jak dojść do srebrnych gejzerów?

 – Idź do konia z brązu, jego głowa wskazuje twój cel. – Odrzekła brama.

 – Jak znaleźć tego konia?  – spytał bajkopisarz.

 – Na koniu siedzi król, który w ręku trzyma berło. Kiedy słońce jest najwyżej, to ono drogę wskazuje. – Wyrecytowała brama.

 – Och, dzięki ci stokrotne!  – wykrzyknął Bogumił, po czym spojrzał na zegarek. Właśnie wybiła dwunasta. Rozejrzał się dokoła. Nic się nie wydarzyło. Marianek od dłuższego czasu nie odezwał się ani słowem. Mimo wszystko pisarz nagle usłyszał jego krzyk:

 – Tam! Promienie słoneczne wskazują drogę!

 – Chodźmy!  – dodał zniecierpliwiony.

Szli i szli. Przez pola i przez łąki. Gdy nagle usłyszeli piosenkę podobną do tej, którą poprzednio śpiewał Marianek, a brzmiała tak:

Pod zamkiem krzyżackim jest smok

Co strzeże pięknej Damy

I ważny każdy krok

Dzisiaj jest wam zadany

Eliksir odczaruje

Mości pana z kamienia

On wam konia ofiaruje

Do księgi odnalezienia

Bogumił i Marianek zgodnie ze słowami piosenki udali się do zamku. Na szczęście smok spał. Obeszli go najciszej jak mogli, uwolnili piękną damę, która dała im eliksir, a następnie odczarowali króla z brązu, który ofiarował im swego rumaka. Pojechali na nim do jaskini ukrytej w nieprzebytym gąszczu. Mimo że w jaskini było bardzo ciemno, Bogumił od razu dostrzegł grubą, złotą księgę i już kilka minut później byli z nią na zewnątrz. Kiedy znaleźli się na otwartej przestrzeni Marianek pstryknął palcami i wszystko wokół nich zaczęło wirować. Znaleźli  się w mrocznej, starej wieży, która była najwyraźniej siedzibą czarnoksiężnika Seweryna.

 – Kim jesteście?  – zapytał czarnoksiężnik.

 – Bajkopisarz Bogumił i Rycerz Marianek. – Odrzekł poważnie pisarz.

 – Ach tak. Nie spodziewałem się, że mój brat tak szybko zareaguje. – powiedział Seweryn, po czym machnął różdżką, przez co książka trafiła wprost w jego ręce, a Bogumił i Marianek zostali przeniesieni do domu bajkopisarza.

 – Ja już muszę wracać do mego czarodzieja, ale było mi bardzo miło przeżyć tę przygodę razem z panem. – Rzekł Marianek, szeroko się uśmiechając.

 – Mnie również. – odpowiedział Bogumił, odwzajemniając ten uśmiech.

Po chwili Marianek zarzucił pelerynę i odjechał powozem w siną dal.

           Po tej przygodzie pisarz miał bardzo dużo pomysłów na bajkę, dzięki czemu wszystko wróciło do normy  –  nawet czarnoksiężnik dzięki czytaniu bajek trochę się zmienił i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

 

                                                                                                        Julia Kądziołka

 

__________________________________________________________________________________________________

 

Tajemniczy potwór

Opowiem Ci dzisiaj ciekawą bajkę. Jak to w Malborku jest mieszkać fajnie…

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, było sobie królestwo które zwało się Malbork. Pewnego dnia w rzece Nogat, która przepływała przy królestwie, pływała malutka buteleczka z wiadomością. Król i królowa, spacerując nad rzeką Nogat, zainteresowali się tajemniczą buteleczką i postanowili odczytać spoczywającą w środku wiadomość. Po przeczytaniu wiadomości uznali, że trzeba powiedzieć o tym całemu królestwu. W liście było napisane:

Całemu królestwu grozi niebezpieczeństwo!

Przerażający potwór jest już niedaleko Malborka!

Jeżeli Król nic z tym nie zrobi, wszyscy zginiemy!

~ K. A.

Po ogłoszeniu strasznych wiadomości, całe królestwo strasznie się przestraszyło. Król wydał nakaz, by wszyscy rycerze pomogli mu pokonać tajemniczego potwora. Następnego ranka, wszyscy byli gotowi do walki. Gdy nagle… usłyszeli straszny ryk potwora! Był tak głośny, że nawet w jednym domu szyba pękła.

Kiedy Król zobaczył potwora, już chciał wycofać się z walki. Był to wielki i przerażający potwór. Gdy rycerze zobaczyli go postanowili walczyć o królestwo. Król zamknął oczy, by policzyć do dziesięciu i przestać się bać. Gdy otworzył oczy, nie mógł się nadziwić.

Potwór, który wydawał mu się przerażający, nagle zmienił się w małego bezbronnego kotka. Wszyscy rycerze zdziwili się mocno. Wszyscy pytali, jak to jest możliwe, jak to się stało? Król był równie zdziwiony, jak rycerze. Kotek patrzył swoimi słodkimi oczami na rycerzy i Króla. Po czym słodko miauknął.

Król postanowił przygarnąć kotka i znaleźć tego anonimowego dowcipnisia. Jednak sam nie wiedział, jak to zrobić, ponieważ na początku kotek był potworem, lecz magicznym sposobem zmienił się w malutkie słodkie zwierzątko. Król jeszcze parę dni nie dowierzał, co się wydarzyło. Czytał wiele razy list z butelki, lecz w ogóle go nie rozumiał. Nie widział sensu w tym liście.

Następnego dnia, Królowa wybrała się nad Nogat, pooglądać łagodny nurt rzeki. Widziała piękne łabędzie, pływające po rzece, widziała…

Nagle nie wiadomo skąd płynącą, w jej kierunku butelkę z wiadomością w środku.

Królowa wyciągnęła butelkę z wody i przeczytała ją.

Do mieszkańców Królestwa Malbork!

Ostatnio wysłałem butelką inną wiadomość,

dotyczącą tajemniczego potwora.

No, może nie do końca był to potwór, mój projekt się nie udał.

Pewnie zapytacie jaki projekt? Już tłumaczę.

Otóż ten ,,potwór” został stworzony przeze mnie.

Stworzyłem go po to, by zobaczyć, czy w razie niebezpieczeństwa

będziecie potrafili się zjednoczyć i mimo waśni i sporów między wami,

wspólnie ramię w ramię stawić czoła wspólnemu wrogowi.

Próbowałem pomóc wam w pokonaniu prawdziwego potwora.

Lecz niestety mój ,,potwor” pokazał swoje prawdziwe oblicze, troszeczkę za szybko. No ale do rzeczy…

,,Potwór” o którym tak mówię to pogoda.

Do naszego królestwa ma przyjść straszna ulewa.

Będzie padać, dużo deszczu i gradu.

Będą błyskawice. Naprawdę ostrzegam!

~ K. A.

Królowa po przeczytaniu listu poszła natychmiast pokazać to swojemu mężowi. Wystarczyło parę chwil, a Król dowiedział się o tym całym incydencie. Całe królestwo nie wychodziło z domów i czekało na tajemniczego ,,potwora” czyli zwykłą burzę.

No i nadeszły dni, w których nastała wielka ulewa. Mieszkańcy miasteczka siedzieli w domach i obserwowali ciemne chmury. Minęło parę godzin i dalej strasznie padało. Mury bardzo dobrze się trzymały, a w Nogacie woda nadal była na normalnym poziomie. Minęła kolejna godzina. Burza powoli się uspakajała i nagle, burza się skończyła a chmury rozproszyły się. Wszyscy odetchnęli z ulgą.

Minęło parę lat od strasznej burzy, Królestwo nie dostało już żadnych podejrzanych wiadomości. Wszyscy żyli tak jak dawniej. I wszystko szczęśliwie się skończyło, a nasz kotek żył szczęśliwie u boku Króla.

Daria Żołdowicz

 

__________________________________________________________________________________

Bursztynowa komnata

 

Dawno, dawno temu za lasami, za łąkami nad rzeką Nogat, czystą i lśniącą, stał potężny zamek. Władał w nim król Dobiesław ze swoją przepiękną żoną Anną.
W królestwie wiodło się dobrze, ludziom żyło się spokojnie. Jedyne, czego brakowało, to potomstwa, o którym od wielu lat marzyli król i królowa. Z tego powodu Anna stawała się smutniejsza, coraz bardziej przygnębiona i zamknięta w sobie.
Na jej twarzy coraz rzadziej pojawiał się uśmiech. Dobiesław starał się ją rozweselić
i przygotowywał dla niej rozmaite niespodzianki.

        Pewnego ciepłego dnia wybrali się na rejs po rzece. Usiedli w łodzi
i ruszyli w dół rzeki. Płynąc podziwiali uroki okolicy. Pozwoliło to Annie zapomnieć
o trosce, która ją dręczyła. Piękny do tej pory dzień, nagle  zaczął się zmieniać. Niebo pociemniało, wiatr przybrał na sile, tak mocno, że łodzią zaczęło kołysać na boki. Wystraszona Anna chwyciła z całej siły za ramię swego męża, przy którym zawsze czuła się bezpiecznie. W tej samej chwili z toni wodnej wynurzyły się dwie rusałki. Były to przepiękne młode nimfy z zielonymi włosami i błękitnymi oczami. Królewska para z niedowierzaniem patrzyła na ukazujący  im się widok. Zamarli… Wtem jedna z nimf przemówiła:

 –  Przybyłyśmy, aby spełnić wasze pragnienie o dziecku.

 –  Podarujcie nam skrzynie z bursztynem, którego jest dużo w waszym królestwie,
   a my sprawimy, że szczęście spłynie na was.

 –  Dlaczego mamy wam wierzyć...?

Ale nimfy nic już nie odpowiedziały, tylko zanurzyły się w błękitnej wodzie i odpłynęły.

Dobiesław i Anna oszołomieni zdarzeniem w milczeniu wrócili do zamku. Dopiero przy wieczornej kolacji zaczęli rozmawiać. Czy to co ich spotkało nie było snem? Czy możliwe jest, aby rusałki mogły ziścić ich tęsknotę za dzieckiem? Po długiej nocnej rozmowie postanowili zaufać nimfom i kazali spakować ogromną skrzynię bursztynu do łodzi. Z samego rana wypłynęli, jednak nimf nigdzie nie było. Zaczęli tracić nadzieję… Jednak w trzeci dzień, ku ich zaskoczeniu, nieoczekiwanie pojawiły się zielonowłose dziewczęta. Zabrały skarb i kazały czekać…
Mijały dni tygodnie, a Dobiesław i Anna z każdym dniem coraz mniej wierzyli w daną przez rusałki obietnicę. Postanowili w końcu, że popłyną na miejsce spotkania z nimfami. Ku ich zdziwieniu po rzece płynęła maleńka łódeczka, w której w kołysce
z bursztynu było niemowlę. Szczęśliwa para wróciła do królestwa, gdzie rozpoczęły się przygotowania do wielkiej uroczystości.

Małej księżniczce nadano imię Bursztynka. Król i królowa w podziękowaniu dla szlachetnych nimf postanowili zrzucić na dno rzeki skrzynię z drogocennym kamieniem, a jedną z komnat swojego zamku wypełnili bursztynem na cześć tego zdarzenia. Od tej pory wielka radość panowała w rodzinie królewskiej i wszystkim dobrze się wiodło, żyli długo i szczęśliwie. Król wyprawił ucztę, na którą zaprosił całą okolicę, a  ja tam byłam, miód i nektar piłam.

Marta Wdowicz
 

 

                                         ( Dokonano korekty niektórych tekstów bajek pod względem poprawności językowej. )                         


Ostatnia aktualizacja: 2017-07-04